);

Pandemia w Opolu – spraw kilkoro

Pandemia koronawirusa zmieniła nasze życie prawdopodobnie na zawsze. Nawet po zapanowaniu na nią, nie wrócimy już do poprzednich upodobań i pełnej swobody.

Pandemia demoluje nam codzienne życie. Instytucje nie zawsze dobrze sobie radzą i nieraz powstaje bałagan. Czasami działania firm, czy instytucji zmaga ryzyko zarażenia się covid-19.

Spraw kilkoro dotyczących codziennego życia w Opolu w okresie pandemicznym.

zamknięty bulwar nadodrzański

Wiadomo jest, że powinniśmy unikać większych skupisk ludzi, czyli nie tłoczyć się w sklepach, w kolejkach stać w sporych odstępach, itd. To dlaczego Wydział Komunikacji UM w Opolu nie prowadzi zapisów internetowych lub telefonicznych na konkretne godziny. Ta technika znana byłą i przed pandemią i pozwalała na unikanie tłoków oraz ogranicza stratę czasu petentów w urzędach. Obecnie Urząd znacznie obniżałby ryzyko zarażenia się.

Niestety opolski Urząd Miejski lubi mieć u siebie kłębiące się tłumy. Może wtedy pokazać kto rządzi. Urzędnicy mogą czuć się ważni. Uważam to za niepotrzebne narażanie zdrowia (a może i życia ludzi). Mam sprawę do załatwienia w Wydziale Komunikacji i próbowałem się umówić na konkretną godzinę. Nic z tego, bo „takich zapisów nie ma” usłyszałem w telefonie. Pani dodała jeszcze:” czasem są kolejki, to trzeba poczekać”.

Szpital Uniwersytecki

Uniwersytecki Szpital Kliniczny (dawniej WCM) też robi sporo, aby pacjenci oprócz „swoich” chorób, zarazili się covidem. Rejestrują ludzi na godziny, w których lekarz nie przyjmuje. Mnie zarejestrowano na 8.45, a lekarz zaczyna przyjmowanie o 9.00. W tym czasie w poczekalni zrobiło się pełno pacjentów, bo mimo zapisów na godziny, pacjentów przyjmuje się według przyjścia. Każdy chce załatwić wizytę rano i stąd tłok.

Ewidentne lenistwo i lekceważenie pacjentów rejestratorek do pracowni radiologicznej powodują duże kolejki, co naraża pacjentów na zarażenie się naszym gościem z Chin.

Opolskie MZK

Opolskie MZK też nie wszystko przemyślało. Mam na myśli zamknięte przednie drzwi autobusów. Nie wiem co zarząd tej firmy miał na myśli, bo chyba nie kierowców, którzy są odgrodzeni od pasażerów drzwiami i szybami plastikowymi. A zamknięcie przednich drzwi powoduje to, że ludzie tłoczą się przed swoim docelowym przystanku przy środkowych drzwiach stojąc blisko siebie.

Mało tego, bo wysiadający wchodzą w kolejny tłumek pasażerów chcących wsiąść do autobusu. A gdyby otwierano przednie drzwi tylko dla wysiadających, uniknęłoby się tłoku przy drzwiach środkowych.

Sklepy…

W dużych sklepach, w galeriach nie ma problemu z zachowaniem odległości. W większości są automaty do dezynfekcji rąk. Problemem są małe sklepy, w których klienci nie zwracają uwagi ani na odległości i często maseczki mają tylko na ustach. W wielu sklepach brakuje też płynów do dezynfekcji rąk. Takim dobrym przykładem niefrasobliwości jest sklep w byłym „Domu Chleba” na ulicy 1 Maja.

Pandemia zamknięć ulic

I na koniec sprawa nie związana z covidem, ale też utrudniająca życie mieszkańcom. Nie wiem dlaczego nastąpiła jakaś dziwna moda na zamykanie ulic lub ich fragmentów. Ratusz łatwo dający zezwolenie na zamykanie ulic sprawia, że wykonawcy remontów idą „po najmniejszej linii oporu”.

Zamknięto ulicę Sempołowskiej, bo remontują tam budynek. Zamknięto pół 1 Maja, bo budują parking z dworcem autobusowym. Ulica spacerowa jest wprawdzie wyłączona z ruchu samochodowego (z wyjątkami), ale obecnie ją zamieniono w błotną drogę wiejską, bo kolejarze prowadzą prace nad rozbudową mostu nad Odrą. UM nawet nie postawił tablicy informacyjnej dla rowerzystów, aby raczej omijali tą drogę, bo, albo nie przejadą, albo upaprają sobie rower. Zamknięto też z tego samego powodu bulwar na lewym wale Odry. Też nie ma żadnej tablicy przy wjeździe na bulwar od strony Mostu Piastowskiego.